Najpierw ruszyliśmy na podbój polskiego Hogwart-u, czyli Zamku Czocha — było trochę historii, trochę tajemnic i oczywiście sprawdzanie, czy gdzieś w zamkowych korytarzach nie ukrywa się duch. Na szczęście obyło się bez straszenia, chociaż kto wie, może tylko dobrze się schował.
Po zamkowych przygodach przenieśliśmy się do Świeradowa Zdroju, gdzie był czas na spacer i chłonięcie uzdrowiskowego klimatu, który sprawia, że człowiek od razu chodzi wolniej, chyba że zobaczy kawiarnię.
No właśnie — była też przerwa na kawę i coś słodkiego, bo przecież zwiedzanie to sport, a sport wymaga energii. A na zakończenie dnia, potańcówka! Trochę tańca, trochę śmiechu i nagle okazało się, że nogi jednak jeszcze mają zapas mocy.
To był naprawdę udany dzień! <txt>

